Jak z niejadka zrobić smakosza? – czyli dzieci jedzą warzywa

  Komentarze: 1

Dziecko nie chce jeść? Jak zamienić niejadka w smakosza.

Chyba każdy rodzic wcześniej czy później napotka problem: dziecko jest niejadkiem, odmawia próbowania nowych potraw albo nie je w ogóle warzyw. Taka natura dzieci, że są różne i mają różne upodobania. Jedne grymaszą przy szpinaku, inne przy marchewce z groszkiem, słyszałam też o takich, co nie lubią czekolady. Ale tych nie znam osobiście.

Dziecko, które nie lubi jeść, albo je tylko frytki z keczupem, może być prawdziwym zmartwieniem dla rodziców. Szczególnie, że każda Mama robi wszystko, co w jej mocy, aby znaleźć jakieś wyjście z tej trudnej sytuacji. Mama Niejadka ma za sobą setki nieudanych prób. Mama Niejadka zastanawia się, czy to ona robi coś nie tak, rozmyśla, gdzie popełniła błąd, albo po kim jej ukochany szkrab jest taki uparty. Taka Mama zastanawia się, czy jeszcze się spotykać z Mamą Smakosza, która za każdym razem mądrzy się, jak to jej cudowny synek gryzie surową cebulę jak jabłko.

U nas problem niejedzenia zaczął się pojawiać, gdy Ola miała prawie 3 latka. Wtedy przedszkole przyłożyło się do jej wychowania, a w naszym domu dało się słyszeć pierwsze „ja tego nie lubię”. Zaczęły się też przedziwne praktyki strząsania ogórka z kanapki, wyławiania marchewki z zupy na brzeg talerza i deklaracja „to jest ble”. Co dziwne, O pałała niechęcią tylko do warzyw.
Dla mnie dziwne, bo warzywa i owoce są najładniejszym jedzeniem, jakie gości na naszych talerzach. Występują we wszystkich możliwych barwach. Niektóre kolory zostały nazwane apetycznymi właśnie dlatego, że kojarzą się z czymś smakowitym.
Postanowiliśmy działać szybko i wprowadzić do domu jedzeniową surową dyscyplinę w siedmiu punktach. Przy odpowiednim nastawieniu może być wesoło:


1. Dzieci i dorośli jedzą posiłki zawsze przy stole.
Ile ta zasada pociąga za sobą konsekwencji! Po pierwsze pewność, że brudno może być tylko w jadalni, a nie na schodach, na dywanie czy na sofie. Ponadto dzieciaki nauczyły się kojarzyć posiłki z siedzeniem i, o ile atmosfera przy jedzeniu jest przyjemna, są szanse, że od stołu nie uciekną. Dla małych dzieci szczególnie ważne jest poczucie „bycia dużym”, w końcu siedzą z Mamą i Tatą przy stole. To wyróżnienie – robić to samo, co dorośli.

2. Cała rodzina je to samo.
No, czasem można zrobić wyjątek i nie podać dwulatkowi bigosu, ale ogólna zasada jest prosta: Dzieci jedzą to, co dorośli. Dom to nie restauracja, nie wybiera się dania z karty. Mama to nie kucharka (albo raczej nie tylko kucharka) i nie ugotuje dwóch różnych posiłków. Wyjątkiem mogą być alergie pokarmowe i związana z nimi dieta. Jeśli alergie nas nie dotyczą, talerze dzieci i rodziców powinny być podobnie skomponowane.

3. Do trzech razy sztuka. Wprowadzenie tej zasady to dla dziecka powód do walki.
O: Ja tego nie lubię!
Ja: Skąd wiesz, że tego nie lubisz? Jeszcze nawet nie spróbowałaś.
O: I tak tego nie lubię!
Ja: Spróbuj jedną łyżkę /jeden kęs. Jeśli spróbujesz, będziesz wiedzieć, czy na pewno tego nie lubisz.
O (próbuje): Mówiłam, że tego nie lubię!

I tak przez trzy dni. Często zdarza się, że za trzecim razem już nie ma dyskusji, bo nowa potrawa została oswojona. Opatrzyła się, spowszedniała i skoro już dwa razy była jedzona, to nie ma o co walczyć.

4. Co dzisiaj jest najważniejsze? Takie pytanie zadaje mi Ola, kiedy widzi na talerzu coś, czego wolałaby nie jeść, a co już zostało oswojone według punktu 3. Odpowiedź jest zawsze taka sama: Warzywa są najważniejsze. Wiem, że ziemniaki zje ze smakiem, kaszę, mięsko i rybkę też. Jeśli powiem, że warzywa są najważniejsze, ostatecznie mnie posłucha i zje wszystko. Tak, tak się zdarza.

5. Ograniczamy przekąski.
Właściwie to zlikwidowałam je całkowicie. Nie ma podjadania między posiłkami. Nie kupujemy słodyczy, czipsów, ciasteczek i kolorowych deserków. Jeśli dzieci są głodne, a do obiadu daleko, mogą jeść owoce albo surówkę, która już jest gotowa. Ten sposób działa chyba dlatego, że nie znają do niego alternatywy.

6. Zabawa w gotowanie.
Jeśli wpuścimy dziecko do kuchni, poczuje smak prawdziwej przygody! Będzie mogło odmierzać, dolewać, przesypywać, obierać, zagniatać, mieszać… To takie tajemnicze i spektakularne zarazem – no bo skąd maluch ma wiedzieć, że po wsypaniu tego proszku do tamtego garnka wyjdzie od-tej-pory-ulubiona kasza manna? Albo że starte jabłko i marchewka zamienią się w najsmaczniejszą, już-zawsze-musimy-taką-robić surówkę?

7. Chwalenie. Nic nie odniesie takiego sukcesu, jak publiczny komplement. Najczęściej staram się zauważyć i docenić, że dzieci zjadły coś, za czym nie przepadają. Zawsze chwalę je w restauracji albo u Dziadków. Kiedy ukochana Babcia albo Dziadek podchwycą i też się zachwycą, widzę, jak moje dwa niejadki rozpiera duma.

U nas się udało, konsekwencja przyniosła oczekiwane skutki i uważam, że O i Zo całkiem poprawnie zachowują się przy stole i naprawdę rzadko grymaszą przy jedzeniu.
Jednak są to normalne dzieci (na szczęście!) i co jakiś czas słyszę o nowych pomysłach:
– zacząć obiad od deseru, obiecują, że skubną tylko troszkę (nie!)
– jeść przed telewizorem, kiedy w weekend oglądają bajkę (zgadzam się na owoce, które nie brudzą: jabłka tak, maliny nie)
– urządzić sobie piknik na kocu (OK, na to się zgodziłam, naszykowałam ciasteczka i wprosiłam się na imprezkę, było wspaniale!)

7 sposobów na niejadka
*** Czy macie jakieś sprawdzone metody na niejadków? Podzielcie się w komentarzach, chętnie poszerzę swój repertuar.

Opt In Image
Chcesz wiedzieć więcej?
Zapisz się na newsletter!

Raz w tygodniu wyślę do Ciebie osobistego maila z samymi dobrymi wiadomościami.

Nie rozsyłam spamu!

Komentarze (1)

  1. Nie polecam metody mojej babci – ni wstaniesz od stolu dopoki nie zjesz. Szpinak stal na stole od obiadu do kolacji, w koncu babci puscily nerwy i na kolacje byly racuchy. A szpinaku prawie dalej nie jem – chyba ze dwa widelce szpinaku babci Maliny!

    A tak BTW to gdziesz wyczytalam, ze zeby oswoic sie z nowym smakiem to trzeba go sporbowa 20 razy. Czyli zostaly mi jakies 15 razy szpinaku 😉

    xoxoxo

Dodaj komentarz