Mój osobisty list motywacyjny. W punktach

  komentarzy 5
  • Jestem świetnym negocjatorem
  • Pracuję w trudnych warunkach i pod presją czasu
  • Jestem otwarta na niestandardowe rozwiązania
  • Znakomicie sobie radzę z przekazywaniem wiedzy i umiejętności osobom mniej doświadczonym
  • Opanowałam organizację czasu w sposób mistrzowski
  • Doskonale posługuję się kalendarzem i pilnuję terminów
  • W sytuacjach kryzysowych zachowuję zimną krew
  • Potrafię działać niestandardowo
  • Potrafię działać zgodnie z procedurami
  • W każdej sytuacji znajduję argumenty za i przeciw
  • Specjalizuję się w komunikacji nastawionej na wspólne osiąganie celów
  • Dyplomatycznie ucinam dyskusje prowadzące donikąd

Jestem Mamą.


Jak się robi dżem? Przepis na dżem truskawkowy

  Komentarze: 0

DSC_2002

Jak się robi dżem truskawkowy w tradycyjny sposób? Przepis najlepszy, z poprzedniego tysiąclecia 🙂

Przetwory z truskawek najlepiej przygotowywać w drugiej połowie czerwca, kiedy już pierwsze owoce zostały zjedzone na surowo i bez dodatków. Truskawki z końca sezonu są nieznacznie mniejsze i jednocześnie bardziej aromatyczne. Doskonałe na marmoladę, konfiturę, kompot albo dżem – kiedy zimą otworzymy taki słoiczek, aromat truskawek zaskoczy nas intensywnością i na pewno poprawi nam humor.

Dżem różni się od marmolady konsystencją. W tej drugiej owoce są zawsze rozgotowane i przetarte, a konsystencja jednolita. W dżemie część owoców pozostała w całości lub w wyczuwalnych kawałkach.

Do przyrządzenia najlepszego na świecie dżemu truskawkowego potrzebujemy:

  • 1 kg truskawek
  • 500 g cukru

Owoce trzeba przebrać, umyć, osączyć i usunąć szypułki. Połowę owoców miażdżymy lub rozdrabniamy, zasypujemy cukrem i odstawiamy, żeby puściły sok. Gotujemy na małym ogniu, aż masa zacznie gęstnieć – wtedy dodajemy pozostałe owoce, które w dżemie będą się wyróżniać.

Dżem i wszystkie przetwory z dodatkiem cukru trzeba często mieszać, żeby się nie przypaliły. Mieszanie uwalnia z gotującej się masy parę wodną, dzięki czemu to, co zostaje w garnku, jest mniej wodniste, czyli bardziej gęste.

Dżem możemy uznać za gotowy, kiedy przeniesiemy jego kroplę na zimny spodek i zauważymy, że krzepnie.

przygotowanie dżemu truskawkowego

Gorący dżem nakładamy do wyparzonych, suchych słoików i zakręcamy czystymi pokrywkami, przetartymi spirytusem. Po przestygnięciu pokrywka słoika powinna być wklęsła, to oznacza, że „zassało” i słoik „będzie trzymał”.

Ostatnim razem użyłam 3 kg owoców i 1,5 kg cukru. Jak widać na zdjęciu, podczas smażenia objętość mocno się zredukowała. Z podanych ilości wyszło mi 10 słoików z dżemem truskawkowym.

To przepis uniwersalny, a na dżemy możemy używać właściwie wszystkich owoców. Doskonale smakują przetwory z agrestu, malin, porzeczek, jeżyn, wiśni i czarnych jagód. Świetne są dżemy mieszane, z kilku rodzajów owoców – kombinacje ogranicza tylko nasza wyobraźnia. Truskawkowy to klasyka w czystej postaci.

Do czego go wykorzystać?

  • Na kanapki. Świeże pieczywo z masłem i dżemem w zimowy sobotni poranek kojarzy mi się tak jakoś… świątecznie;
  • Do naleśników i racuchów;
  • Do kruchego ciasta / włoskiej crostaty
  • Do jogurtu naturalnego (wszystkie smakowe jogurty wypadają przy tym blado!);
  • W celach edukacyjnych: -„Mamusiu, zrobisz mi kanapkę z dżemem?” – „Sama sobie zrób!”. I zrobiła!

***

Do czego jeszcze można wykorzystać dżem?


Ekologiczny płyn do płukania tkanin – jak zrobić? [Zielona Seria]

  komentarze 2

Naturalne, niedrogie środki czystości

Tak naprawdę wcale nie trzeba go robić, bo jest w prawie każdym domu. Ekologiczny płyn do płukania tkanin jest tani i całkowicie naturalny. Doskonale nadaje się do sprzątania, świetnie rozpuszcza kamień, bez niego marynata nie byłaby sobą, a pikle piklami.

(więcej…)


Spływ Krutynią – z dziećmi na kajaki

  komentarze 3

spływ kajakowy z dziećmi

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się na wspaniałą wycieczkę z dzieciakami – pojechaliśmy na Mazury, gdzie urządziliśmy sobie spływ kajakowy Krutynią, nazywaną królową mazurskich rzek.

Naszym celem była Ukta. Z Warszawy można dojechać na miejsce w 3 godziny, robiąc nawet krótkie przerwy po drodze. Tam, przy moście, wynajmuje się kajaki dwu i trzyosobowe. Nasza Rodzinka wzięła dwie dwójki, O płynęła tym razem z Tatą, a Zo ze mną. Zdecydowaliśmy się na najkrótszą, dwugodzinną i siedmiokilometrową trasę z Ukty do Nowego Mostu.
Kajaki są wygodne i bezpieczne. Wszyscy obowiązkowo otrzymaliśmy kapoki. Przy zapinaniu kamizelki ratunkowej dzieciom trzeba koniecznie pamiętać, by zapiąć wszystkie sprzączki: nie tylko z przodu, ale i sprzączkę od paska przytrzymującego kapok między nogami. Dzięki temu paskowi, nawet jeśli dziecko wypadnie z kajaka, nie wysunie się z kamizelki dołem i kapok utrzyma je na powierzchni. Pod żadnym pozorem nie należy zdejmować dzieciom kapoków, kiedy są na wodzie.

Zo z mamą
Kajak, wiosła i kapoki stanową komplet, który wypożyczamy. We własnym zakresie trzeba zadbać o ochronę przed słońcem i małe co nieco. W skład niezbędnika na ładną pogodę wchodzą:

  • krem z filtrem,
  • okulary przeciwsłoneczne,
  • czapka lub kapelusz,
  • woda do picia,
  • kanapki lub owoce.

Krótki odcinek, którym płynęliśmy, przechodzi przez rezerwat leśno-krajobrazowy „Dolna Krutynia” i jest różnorodny i ciekawy. Po drodze mijaliśmy las na wysokiej skarpie, rozległe trzciny na bagnach, pomosty prowadzące do pobliskich gospodarstw. Gdzieniegdzie trafiała się maleńka piaszczysta plaża, na której można było zrobić sobie krótką przerwę.

WP_001357

Największą atrakcją naszego spływu było spotkanie na rzece rodziny łabędzi: mama, tata i pięcioro małych, szarych, puszystych „brzydkich kaczątek”. Popiskiwały, przepływając obok naszych kajaków, a Zo natychmiast chciała je łapać i głaskać. Bardzo podobały nam się niebieskie ważki latające nad wodą, widzieliśmy kwitnące lilie wodne, w ogóle wyprawa była cenną lekcją przyrody dla dzieci i dla nas.

WP_001358

Kajaki są lekkie, z łatwością mkną po wodzie, nie potrzeba wielkiego wysiłku, by płynąć. Kobieta z dzieckiem daje radę, mężczyzna też. Maluchom bywa niewygodnie, ale mają dużo miejsca, żeby zmieniać pozycję i podróżować przodem, bokiem, a nawet tyłem.

Zo w kajaku

Odkryliśmy spływ Krutynią, kiedy jeszcze dzieci nie było na świecie. Jeździliśmy tam z przyjaciółmi i sami, zawsze spędzaliśmy wspaniale czas i wracaliśmy z miłymi wspomnieniami. To znakomity relaks w stylu slow life – płynie się, by płynąć. Z nikim nie trzeba się ścigać, można zapomnieć o zegarku. Wokół cisza, świeże powietrze i natura. Marzenie.

Po spływie wpadliśmy do restauracji należącej do firmy kajakowej (kajakicentrum.pl). To też tradycja. Tam smażona ryba smakuje najlepiej, wszystko jest takie pyszne, świeże i domowe. Tym razem zamówiliśmy sandacza, sielawę i okonia. Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia, tak szybko rybki znikały z talerzy. Za pięknie zjedzony obiadek należały się lody na deser.

na lodach

I tutaj właściwie wyprawa na kajaki dobiegła końca. Minęła już 17.00, byliśmy przyjemnie zmęczeni i syci, planowaliśmy wracać do domu, ale… pomyślałam sobie, że na Mazurach trzeba jeszcze popatrzeć na jezioro. Kierunek: Ruciane-Nida, bo znamy i lubimy. Zatrzymując się na jednym z parkingów przy głównej drodze, zostaliśmy zaczepieni przez pewną Panią. Pani zapraszała na rejs statkiem. Od razu odmówiliśmy, tłumacząc się, że jeszcze dziś musimy wrócić do domu, a Pani dała nam ulotkę o rejsach Żeglugi Mazurskiej i dodała, że ostatni rejs trwa tylko godzinkę, bilet kosztuje 12 zł, a dzieci płyną za darmo! Tego nam było trzeba! Jeśli można oszczędzić przy wydawaniu, to płyniemy! Kupno biletu w kasie trwało minutkę, potem w podskokach (prawie biegiem) dotarliśmy na mały stateczek turystyczny „Kormoran” i kolejną godzinkę spędziliśmy pływając spacerkiem po Jeziorze Nidzkim.

W ciągu pierwszych kilku minut wiatr zdmuchnął O czapkę z głowy. Wpadła do jeziora, była już nie do odratowania. O na początku się martwiła, ale uznała w końcu, że opowie o tym w przedszkolu. Myślę, że wszyscy jej tego zazdroszczą. Największą atrakcją na statku był Pan Kapitan, który zaprosił dzieci… do steru! O, tak! To dopiero przeżycie! Sterować statkiem w czapce kapitańskiej!

rejs spacerowy statkiem


Syrop z kwiatów czarnego bzu

  Komentarze: 0

Czarny bez

Kto w czerwcu myśli o zimie? O tym, że za pół roku będzie ponura plucha albo siarczysty mróz? Wirusy będą szaleć po ulicach, a my, zanim paskudnie zachorujemy, będziemy szukać oparcia w naturalnych środkach wspomagających odporność. Czosnek i imbir możemy stosować w postaci nieprzetworzonej, ale przypomnienie lata wraz z cudownymi właściwościami znajdziemy w syropie z butelki. Syropie domowej roboty, oczywiście. Syropie z kwiatów czarnego bzu.

O jego właściwościach można by jeszcze sporo pisać, a cenne składniki poprawiające to i pozytywnie wpływające na owo tworzą bardzo długą listę. Warto wiedzieć, że syrop z kwiatów czarnego bzu jest bezpieczny dla dzieci oraz że stosuje się go przy przeziębieniach i infekcjach górnych dróg oddechowych. Występuje w większości aptecznych syropków na wzmocnienie dla dzieci, które polecała nasza Pani Doktor. Tutaj też muszę wspomnieć, że właściwości domowych syropków i mikstur są znane z tradycji i nie mogą być traktowane jako lekarstwa. W przypadku choroby i wysokiej temperatury zawsze należy konsultować stan zdrowia (swój i swojego dziecka) z lekarzem.

W Szwecji ten syrop jest bardzo popularny bez względu na porę roku. Pija się go przez okrągły rok, rozcieńczony z wodą. Smak i zapach ma kwiatowy, niepodobny do żadnego innego. Również u nas znakomicie sprawdzi się w ciepłe letnie popołudnie jako napój podany z kostkami lodu i plasterkiem cytryny dla orzeźwienia. Próbujemy?

Kiedy zbierać kwiaty?
Sezon rozpoczyna się z końcem maja i trwa do drugiej połowy czerwca. W miejscach nasłonecznionych bez przekwita szybciej, w cieniu wolniej. Położenie geograficzne też ma znaczenie, musisz więc obserwować w swojej okolicy, czy to już czas na zbiory.
Kwiatostany, czyli baldachy, zrywamy przed południem, kiedy już nie ma na nich rosy. Dobrze jest użyć ostrego noża lub nożyczek i uważać, żeby, nie strząsać z kwiatów pyłku. Podobno właśnie w nim kryje się cała magia.

Ważne do zapamiętania:
Zrywamy młode kwiatostany, lepsze są nie rozwinięte do końca niż te przekwitłe. Kwiatostanów nie otrzepujemy i nie myjemy. Ta ostrożność jest wskazana, ponieważ chcemy zachować na kwiatach jak najwięcej pyłku.

kwiaty czarnego bzu

Potrzebne będą:
20 – 30 dużych kwiatostanów czarnego bzu
1 litr wody
1 kg cukru
Sok wyciśnięty z jednej cytryny

1. Zerwane kwiatostany rozkładamy na kuchennym stole na czystej ściereczce, gazie lub tetrze. Zostawiamy na godzinkę. Jeśli przynieśliśmy do domu robaczki w kwiatach, teraz opuszczą baldachy.

Kwiaty czarnego bzu rozłożone na stole

2. Po godzinie: obrywamy kwiatuszki z grubszych łodyg. Cienkie zielone łodyżki mogą zostać, chodzi o to, by pozbyć się grubszych, nieco już zdrewniałych gałązek. Tę czynność wykonujemy bezpośrednio nad słoikiem, w którym będziemy zalewać kwiaty syropem cukrowym.
3. W zależności od wielkości baldachów, z podanego przepisu wyjdzie 1 lub 2 litrowe słoje syropu. Kiedy napełnimy słoik, zabieramy się za przygotowanie syropu:
4. W garnku gotujemy wodę z cukrem. Kiedy cukier całkowicie się rozpuści i syrop zacznie bulgotać, dodajemy sok z cytryny, szybko mieszamy i takim wrzątkiem zalewamy kwiaty w słojach.
5. Kwiaty natychmiast zmniejszą swoją objętość i będą cisnąć się na powierzchnię. To prawidłowa reakcja, trzeba je po kilku minutach zamieszać i powtarzać mieszanie 2-3 razy dziennie.

syrop z kwiatów czarnego bzu

6. Syrop będzie gotowy po 2 dniach. Należy go wtedy przecedzić do mniejszych buteleczek, zakręcić i przechowywać w lodówce.
7. Syrop można pasteryzować – wtedy przechowywanie nie będzie wymagało niskiej temperatury i będzie można trzymać butelki z syropem w piwnicy / spiżarni.
Przy pasteryzacji należy pamiętać, by butelka lub słoiczek były napełnione syropem do wysokości 3/4. Wkładamy zakręconą butelkę do garnka z zimną wodą tak, aby woda nie dotykała nakrętki, ale jej powierzchnia sięgała wyżej niż powierzchnia syropu w butelce. Doprowadzamy wodę do wrzenia i gotujemy 20 minut. Wyciągamy butelki z wody i dokręcamy. Odstawiamy do przestudzenia. Syrop tak przygotowany można przechowywać w spiżarni co najmniej rok.

***
Do czego jeszcze można dodać taki słodki kwiatowy syrop?


Najlepsze ciasteczka owsiane – szybko i pysznie

  komentarzy 7

Długo szukałam idealnej receptury. Na tyle uniwersalnej, żeby dała się modyfikować. Na tyle prostej, by nie biegać do sklepu po składniki, których nie mam w domu cały czas. Naturalnej i tak zdrowej, jak tylko słodkie receptury być potrafią. Ten przepis na ciasteczka znalazłam na stronie Marthy Stewart. Zmodyfikowałam go nieco i teraz moje ciasteczka robią i wrażenie, i furorę.

Ciasteczka owsiane

Ciasteczka owsiane są łatwe w przygotowaniu, cudnie pachną i niebiańsko smakują.

Potrzeba tylko:

1 szklanka mąki

1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

1/4 łyżeczki sody oczyszczonej

1/4 łyżeczki soli

1/4 łyżeczki mielonego cynamonu

1 kostka (200 g) masła w temperaturze pokojowej

1/3 szklanki cukru

2/3 szklanki cukru trzcinowego (brązowego)

1 duże jajo

1 1/2 szklanki płatków owsianych (górskie lub błyskawiczne)

1 szklanka rodzynków (lub innych dodatków)

Z takiej ilości składników upiekłam dwie blachy ciasteczek, na każdej po 20 sztuk.

 

Przygotowanie:

1. Rozgrzej piekarnik do 175 stopni Celsjusza. Przygotuj dwie blachy, wyłóż je papierem do pieczenia albo wysmaruj tłuszczem.

2. W misce połącz mąkę, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, sól i cynamon. Delikatnie wymieszaj.

3. W dużej misce ubij masło z cukrem i cukrem trzcinowym.

4. Do ubitej masy dodaj jajo, ubijaj do całkowitego połączenia.

5. Teraz małymi ilościami (po łyżce – dwie) dodawaj mąkę z dodatkami. Wymieszaj na gładką masę.

6. Wmieszaj płatki owsiane, a potem rodzynki.

7. Nabieraj porcje ciasta łyżką, w dłoniach formuj kulki, układaj je na blasze, delikatnie spłaszczaj.

8. Piecz w 175 stopniach około 15 minut. Ciasteczka są gotowe, kiedy brzegi zaczynają brązowieć.

Upieczone ciasteczka trzeba przestudzić, żeby stwardniały.

Ciasteczka owsiane

Jak można je modyfikować?

  • Można dodać płatków owsianych górskich albo innych (drobnych, błyskawicznych) – za każdym razem ciasteczka wyjdą znakomite, choć będą smakować/chrupać nieco inaczej.
  • Można zmienić tłuszcz. Kiedyś upiekłam je na oleju kokosowym. Aromat był bardzo tropikalny, jednak olej kokosowy topi się szybciej niż masło i trzeba dać go troszkę mniej, bo ciasteczka się rozpłyną po całej blasze.
  • Można zmienić dodatki. Zamiast Rodzynków można dać żurawinki, pokrojone suszone morele, orzechy, wiórki kokosowe, nasiona słonecznika, a nawet pokrojoną na drobno czekoladę. Moje ulubione zestawienie to orzechy włoskie + gorzka czekolada zamiast rodzynków.

Kiedyś myślałam, że czekolada jest bezkonkurencyjna. Ciasteczka czekoladowe, desery, musy, brownies, a nawet czekolada gorzka łamana na kawałki. Nadal za nią przepadam, ale te ciasteczka wdarły się do mojego serca i do mojego piekarnika na dobre. I na złe. Na złe chyba nawet są lepsze.

***

Poszukuję wciąż nowych wrażeń i dodatków. Jeśli masz jakiś pomysł, to podziel się nim w komentarzu! Co jeszcze można dodać do ciasteczek owsianych zamiast rodzynków?


Wróżka Zębuszka – co zrobi, gdy dziecku wypadnie mleczny ząb

  komentarzy 5

Jak oswoić dzieci z utratą mleczaków?

Mamy w domu 40 mleczaków. Wszystkie zdrowe i na miejscu, czyli tam, gdzie urosły. Wielkimi krokami zbliża się dzień, kiedy O po raz pierwszy straci ząbek. Już kilka razy mówiła, że „coś jej się rusza”, zaczęłam więc zbierać informacje, jak się przygotować do tego wyjątkowego zdarzenia.

(więcej…)


Ekologiczny proszek do prania- jak zrobić? [Zielona Seria]

  komentarzy 10

Naturalne, niedrogie środki czystości

Kupienie proszku w sklepie to najłatwiejsze rozwiązanie. Zdecydowałam się na wypróbowanie domowego przepisu na ekologiczny proszek do prania z kilku powodów:

(więcej…)


Przepisy na chleb na zakwasie

  Komentarze: 0

chleb żytni na zakwasie, z ziarnami

Pieczenie domowego chleba na żytnim zakwasie to nie tylko przygotowywanie jedzenia, to rytuał, przyjemność i znakomita zabawa.
Kiedy pierwszy bochenek chleba na zakwasie miałam już za sobą, korciło mnie eksperymentowanie.

(więcej…)


Dlaczego Mamy kochają puzzle?

  komentarze 3

dlaczego mamy kochają puzzle?

O puzzlach wiemy wszystko. Stymulują rozwój dziecka. Poprawiają umiejętność koncentracji, ćwiczą spostrzegawczość, uczą cierpliwości i oczywiście… rozwijają (przereklamowaną) kreatywność.

Najciekawsze puzzle to te z ulubionymi bohaterami. Kolory powinny być żywe, kontury wyraźne. Trzyletnie dziecko poradzi sobie z dużym obrazkiem (20 – 30 elementów) o różnorodnych barwach, gdzie pojedyncze części układanki nie będą do siebie podobne. Cztero i pięciolatek ułoży również monotonne tło albo trudną spódnicę Królewny Śnieżki w 60-elementowym obrazku.

Puzzle dla dzieci

Puzzle MAXI w naszej rodzinie się nie sprawdziły. Według mnie dla małego dziecka wielkie puzzle są po prostu trudne do ułożenia, kiedy nie można dosięgnąć końca układanki. Dla początkujących zdecydowanie polecam puzzelki z małą ilością elementów, ale takie, które dziecko układa przy stoliku, mając wszystkie części dostępne na wyciągnięcie ręki. Końcowe wymiary układanki nie powinny być większe, niż kartka papieru A4, w przeciwnym razie maluszek nie ogarnie obrazka wzrokiem i łatwiej się pogubi.

Dlaczego Mamy kochają puzzle?

  • To wyjątkowo wygodna zabawka dla jedynaków. Nie trzeba się nią dzielić, całe dzieło będzie przypisane jednemu twórcy, więc splendor spadnie na jednego Artystę. Artysta będzie zadowolony i pochwalony.
  • Puzzle są stosunkowo niedrogie. Za kilkanaście złotych można kupić puzzle w twardym kartonowym pudełku, z pięknym obrazkiem.
  • Są wielokrotnego użytku i istnieje duże prawdopodobieństwo, że tylko pierwsze opakowanie zostanie nadgryzione.
  • Nie hałasują. Puzzle to cicha alternatywa dla grających plastikowych zabawek.
  • Puzzle to zabawka naturalna, ekologiczna i slow life style.
  • Ponieważ dzięki puzzlom Mamy zyskują czas dla siebie. W czasie, kiedy dziecko z zapałem układa puzzelki, Mama może spokojnie przygotować kolację, albo… zająć się sobą.

Pierwsze puzzle, jakie kupiliśmy dla O, gdy miała 2 latka, były z Myszką Miki i Plutem. Miały 30 elementów i przez pierwsze tygodnie układałam je sama. Małe rączki O nie potrafiły jeszcze dopasować części układanki, składała je nierówno i denerwowała się, że nie chcą się łączyć. Ciągłe powtarzanie „nie tak mocno”, „delikatnie” w końcu przyniosły skutek i mogłam zostawić córkę samą z tym wyzwaniem. Czasem wołała mnie do pomocy, jednak nauczyła się sama szukać właściwego sposobu na ułożenie całości.

Teraz moje dzieci za puzzlami przepadają i przepadają, kiedy je układają. A mamusia pije kawkę.