Spływ Krutynią – z dziećmi na kajaki

  komentarze 3

spływ kajakowy z dziećmi

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się na wspaniałą wycieczkę z dzieciakami – pojechaliśmy na Mazury, gdzie urządziliśmy sobie spływ kajakowy Krutynią, nazywaną królową mazurskich rzek.

Naszym celem była Ukta. Z Warszawy można dojechać na miejsce w 3 godziny, robiąc nawet krótkie przerwy po drodze. Tam, przy moście, wynajmuje się kajaki dwu i trzyosobowe. Nasza Rodzinka wzięła dwie dwójki, O płynęła tym razem z Tatą, a Zo ze mną. Zdecydowaliśmy się na najkrótszą, dwugodzinną i siedmiokilometrową trasę z Ukty do Nowego Mostu.
Kajaki są wygodne i bezpieczne. Wszyscy obowiązkowo otrzymaliśmy kapoki. Przy zapinaniu kamizelki ratunkowej dzieciom trzeba koniecznie pamiętać, by zapiąć wszystkie sprzączki: nie tylko z przodu, ale i sprzączkę od paska przytrzymującego kapok między nogami. Dzięki temu paskowi, nawet jeśli dziecko wypadnie z kajaka, nie wysunie się z kamizelki dołem i kapok utrzyma je na powierzchni. Pod żadnym pozorem nie należy zdejmować dzieciom kapoków, kiedy są na wodzie.

Zo z mamą
Kajak, wiosła i kapoki stanową komplet, który wypożyczamy. We własnym zakresie trzeba zadbać o ochronę przed słońcem i małe co nieco. W skład niezbędnika na ładną pogodę wchodzą:

  • krem z filtrem,
  • okulary przeciwsłoneczne,
  • czapka lub kapelusz,
  • woda do picia,
  • kanapki lub owoce.

Krótki odcinek, którym płynęliśmy, przechodzi przez rezerwat leśno-krajobrazowy „Dolna Krutynia” i jest różnorodny i ciekawy. Po drodze mijaliśmy las na wysokiej skarpie, rozległe trzciny na bagnach, pomosty prowadzące do pobliskich gospodarstw. Gdzieniegdzie trafiała się maleńka piaszczysta plaża, na której można było zrobić sobie krótką przerwę.

WP_001357

Największą atrakcją naszego spływu było spotkanie na rzece rodziny łabędzi: mama, tata i pięcioro małych, szarych, puszystych „brzydkich kaczątek”. Popiskiwały, przepływając obok naszych kajaków, a Zo natychmiast chciała je łapać i głaskać. Bardzo podobały nam się niebieskie ważki latające nad wodą, widzieliśmy kwitnące lilie wodne, w ogóle wyprawa była cenną lekcją przyrody dla dzieci i dla nas.

WP_001358

Kajaki są lekkie, z łatwością mkną po wodzie, nie potrzeba wielkiego wysiłku, by płynąć. Kobieta z dzieckiem daje radę, mężczyzna też. Maluchom bywa niewygodnie, ale mają dużo miejsca, żeby zmieniać pozycję i podróżować przodem, bokiem, a nawet tyłem.

Zo w kajaku

Odkryliśmy spływ Krutynią, kiedy jeszcze dzieci nie było na świecie. Jeździliśmy tam z przyjaciółmi i sami, zawsze spędzaliśmy wspaniale czas i wracaliśmy z miłymi wspomnieniami. To znakomity relaks w stylu slow life – płynie się, by płynąć. Z nikim nie trzeba się ścigać, można zapomnieć o zegarku. Wokół cisza, świeże powietrze i natura. Marzenie.

Po spływie wpadliśmy do restauracji należącej do firmy kajakowej (kajakicentrum.pl). To też tradycja. Tam smażona ryba smakuje najlepiej, wszystko jest takie pyszne, świeże i domowe. Tym razem zamówiliśmy sandacza, sielawę i okonia. Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia, tak szybko rybki znikały z talerzy. Za pięknie zjedzony obiadek należały się lody na deser.

na lodach

I tutaj właściwie wyprawa na kajaki dobiegła końca. Minęła już 17.00, byliśmy przyjemnie zmęczeni i syci, planowaliśmy wracać do domu, ale… pomyślałam sobie, że na Mazurach trzeba jeszcze popatrzeć na jezioro. Kierunek: Ruciane-Nida, bo znamy i lubimy. Zatrzymując się na jednym z parkingów przy głównej drodze, zostaliśmy zaczepieni przez pewną Panią. Pani zapraszała na rejs statkiem. Od razu odmówiliśmy, tłumacząc się, że jeszcze dziś musimy wrócić do domu, a Pani dała nam ulotkę o rejsach Żeglugi Mazurskiej i dodała, że ostatni rejs trwa tylko godzinkę, bilet kosztuje 12 zł, a dzieci płyną za darmo! Tego nam było trzeba! Jeśli można oszczędzić przy wydawaniu, to płyniemy! Kupno biletu w kasie trwało minutkę, potem w podskokach (prawie biegiem) dotarliśmy na mały stateczek turystyczny „Kormoran” i kolejną godzinkę spędziliśmy pływając spacerkiem po Jeziorze Nidzkim.

W ciągu pierwszych kilku minut wiatr zdmuchnął O czapkę z głowy. Wpadła do jeziora, była już nie do odratowania. O na początku się martwiła, ale uznała w końcu, że opowie o tym w przedszkolu. Myślę, że wszyscy jej tego zazdroszczą. Największą atrakcją na statku był Pan Kapitan, który zaprosił dzieci… do steru! O, tak! To dopiero przeżycie! Sterować statkiem w czapce kapitańskiej!

rejs spacerowy statkiem

Opt In Image
Chcesz wiedzieć więcej?
Zapisz się na newsletter!

Raz w tygodniu wyślę do Ciebie osobistego maila z samymi dobrymi wiadomościami.

Nie rozsyłam spamu!

Komentarze (3)

  1. amelia:

    Moim zdaniem kajaki z dziećmi, to świetna opcja! Wiemy to z własnego doświadczenia. Turystyka Wodniak zapewniła nam bezpieczeństwo w czasie spływu.

  2. Gosia:

    A w jakim wieku dzieciaki?

    • Marta Polak:

      Kiedy płynęliśmy po raz pierwszy, jedna miała 3,5, a druga 5 lat. Na pierwszy raz warto wybrać krótką, godzinną trasę, po drodze można robić przystanki 🙂

Dodaj komentarz